Dzień pierwszy - retrospekcja
Dość długo mi zeszło zabranie się w końcu do pisania tego co przeżyłem. Myślę, że musiałem najpierw sam to sobie w głowie to poukładać, aby później móc innym o tym opowiadać.
Jak pewnie już czytaliście wcześniej wyruszyłem pewnego dnia z domu o 4:30 aby móc zdążyć na pociąg Intercity z Bydgoszczy do Warszawy. Bilet zakupiłem już tydzień wcześniej więc zapłaciłem jedynie 50%. Na szczęście walizę prowadziło się dość dobrze…co było wręcz cudem zważywszy na jej gabaryty. Miałem oczywiście mnóstwo obaw…a to pociąg się popsuje, a to mnie ktoś okradnie na dworcu czy też będą problemy z bagażem na lotnisku. Jednak wszystko poszło tak jak powinno. Na lotnisku masa ludzi. Miałem jeszcze sporo czasu więc mogłem w spokoju poprzeciskać się do przodu w poszukiwaniu swojej okienka z odprawą i znalazłem. Waliza ważyła 19 kg a mojego bagażu podręcznego nie sprawdzali. Muszę przyznać tutaj wyższość Lufthansy nad Air France w tej dziedzinie. Pamiętam jak Akemi wracała do Polski ze swoimi wielkimi walizami. Mieli wielki problem już z 1 kg nadbagażu. A tutaj nic… Już w poczekalni zobaczyłem pierwsze oznaki tego, że lecę do Japonii. Koło mnie usiadła grupa japońskich turystów która najpewniej zmierzała do domu. Okazało się później, że dziewczyna siedząca naprzeciwko mnie w poczekalni była zmuszona oglądać mnie do końca wyprawy bowiem siedzieliśmy koło siebie lecąc z Warszawy do Monachium i z Monachium do Tokio. Podróż dłużyła mi się niezmiernie. Były to moje pierwsze awiacje w powietrzu więc trochę adrenaliny miałem w sobie. Aż do momentu kiedy się wypaliłem kompletnie w 6 godzinie lotu i zmęczenie wzięło górę. Niestety zasnąć nie mogłem a książkę nie byłem w stanie czytać. Lot się zakończył (jeden i drugi) i trzeba było wysiąść. Przedtem jeszcze dano nam blankiet do odprawy celnej. Dopiero wtedy spostrzegłem, że leciałem kompletnie nieprzygotowany - na pytanie “Ile pieniędzy masz obecnie w portfelu” mogłem odpowiedzieć jedynie “3 zł”
a na pytanie “Gdzie się zatrzymasz w czasie pobytu” nie mogłem napisać nic bo głupi nie zabrałem nawet adresu Akemi. Jeszcze coś by się stało i by nie przyjechała po mnie? Lepiej nie myśleć o takich rzeczach. Wszystko dobrze się skończyło, moja dziewczyna rozradowana rzuciła mi się na szyję i pognaliśmy Narita Express jadącego z lotniska do centrum miasta gdzie łączyło się z liniami zwykłego metra. Dostałem swoją kartę na metro oraz Suica Touch Card na metro ekspresowe czyli JR i od tego momentu mogłem podróżować po Tokio bez przeszkód. Niewiele w ten dzień zwiedziliśmy. Większość czasu zajęło nam rozpakowywanie. Bałem się, że pewne rzeczy w mojej walizie ulegną zniszczeniu…a zawiodła jedna z najmniej oczekiwanych rzeczy…herbata :). Torebka z herbatą Madame Butterfly która swoją drogą japończykom bardzo smakuje rozdarła się i trzeba ją było zbierać z torby odkurzaczem. Dzień zleciał szybko. Na sam koniec przyszła koleżanka Akemi zrobić jej paznokcie (nigdy nie zrozumiem tego u kobiet…czy to Polka czy Japonka), totalna strata pieniędzy, bo facetowi nimi nie zaimponuje, jedynie może go odrzucić jeżeli są zbyt długie.









Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.